|
Gitarowy wzmacniacz lampowy "Red Baron" |
|
Jestem elektronikiem z wykształcenia ale chyba dość młodym bo podczas edukacji niewiele było na temat lamp w układach elektronicznych. Nauczyciele mówili, że to przeszłość i uwierzyłem im no bo komu miałem wierzyć. Z kwestią lampową spotkałem się ponownie w pracy i to bynajmniej nie z powodów zawodowych. Po prostu mój przełożony jest gitarzystą i któregoś dnia doszedł do wniosku, że musi zrobić sobie mały wzmacniacz do ćwiczeń w domu. Jako, że nie posiadał warsztatu namówił mnie do wykonania dla niego
chassis pod ten malutki wzmacniacz.
Przedni panel rozplanowałem można by powiedzieć idealnie, gorzej poszło mi z rozplanowaniem ustawienia lamp. I tu moja rada dla innych „handmejdowców”: przed każdą robotą głęboko się zastanowić, pooglądać w sieci zdjęcia istniejących konstrukcji i najlepiej rozplanowywać wszystko podobnie. Jako, że to pierwsza moja robota postanowiłem, że lampy powinny być ustawione jakoś estetycznie czyli powiedzmy symetrycznie i wpakowałem lampę mocy pomiędzy lampy kanału czystego i przesterowanego (dobrze że cofnąłem ją do tyłu bo jak bym postawił w linii z resztą lamp to nigdy nie poradziłbym sobie z przydźwiękami, piskiem i brumami).
Moim pomysłem było pociągnięcie masy w postaci szyny zrobionej z grubego drutu. Tak robi się we wzmacniaczach Hi-Fi, w gitarowych nie widziałem. I tu także mam radę: szynę powinno się prowadzić zgodnie z sygnałem tzn. od preampu przez końcówkę po zasilacz. W tym moim RB pociągnąłem ją trochę inaczej z perspektywy czasu uważam że nieprawidłowo choć jest tak do tej pory działa to poprawnie. Gdy wszystko złożyłem do kupy okazało się, że o ile kanał czysty chodzi idealnie o tyle przesterowany wyje na potęgę. Przy małym gainie nie wył ale nie był też bardzo przesterowany. Zmniejszyłem więc wzmocnienie stopnia pierwszego (rezystor anodowy 150k zamiast 220k). Wyło ale gain można było bardziej podkręcić. Potem doszedłem do wniosku, że trzeba zaekranować pierwsze dwa stopnie wzmacniające – umieściłem lampę mocy właśnie za blisko pierwszego stopnia wzmacniającego!!!!! Znów trochę pomogło, ale pojawił się przydźwięk. Zrobiłem ekranowanie kabelka od anody do trafa głośnikowego, zaekranowałem kable doprowadzające napięcia do anod, nic nie pomagało. Pomogło dopiero zrobienie żarzenia pierwszej lampy kanału przesterowanego napięciem stałym.
Nie opanowałem natomiast piszczenia po włączeniu włącznika boost (zwiększanie wzmocnienia drugiego stopnia, więc zdemontowałem tę opcję). W miejsce po przełączniku boost zamontowałem przełącznik ingerujący w zakres regulacji tonów średnich. Do zasilania układu przełączającego musiałem dorobić oddzielny zasilacz, którego trafo widać na zdjęciach tuż obok głównego zasilającego. Po prostu napięcie z żarzenia było za niskie i przekaźnik potrafił się nie przełączyć.
Kolegom przyzwyczajonym do brzmienia typu „diax do betonu” jednak dalej nie odpowiadał przester. Konstrukcji nie zdążyłem jednak dopieścić. W stanie w jakim widać go na zdjęciach sprzedałem na allegro bo akurat potrzebowałem pieniędzy na opłacenie bieżących rachunków. Szkoda mi go bo narobiłem się jak dziki osioł w zimnej piwnicy, a poszedł za marne 350PLN, ale takie jest życie. Artur Żurawski |
|
[galeria] |
|
© 2004 FonAr Sp. z o.o. e-mail: waw@fonar.com.pl |